wtorek, 25 kwietnia 2017

'Sulfira i samokontrola'


-Jak ja tu właściwie trafiłam?- Dzyń dzwoneczka i odgłos zamykanych drzwi wyprowadziły Payę z jakichś bliżej nieokreślonych rozmyślań. Stała w sklepie, którego wcześniej nie widziała. Dookoła piętrzyły się dziwne przedmioty.
-Ależ jak najbardziej właściwie. Niewłaściwe byłoby twierdzić inaczej.
-No tak, ale znaczy się jak?
-Najzwyczajniej nogi są odpowiedzialne. Jak nogi poniosą to nieraz nawet nadzwyczajnie. Pamiętam jak raz, podczas międzyplanetarnego sabatu nogi jednej czarownicy popędziły gdzieś hen, hen daleko. Cała reszta została, ale nogi przepadły i wróciły dopiero po jakiś czasie...bardzo zmęczone. To dopiero było! Podobna sytuacja przytrafiła się raz lub może dwa razy zupełnie nie pamiętam komu.-Sprzedawczyni podniosła oczy znad zielnej mieszanki i zmierzyła Payę od stóp do głów, po czym wróciła do ucierania nasion.
"Jaka miła czarownica i do tego przedsiębiorcza. Skoro już tu zaszłam, to szkoda by było się nie rozejrzeć" pomyślała Paya i przy zgrzytach moździerza zaczęła studiować zawartość półek.
"Ooo, ropuchy! Jakie słodziutkie!"Niewielkowymiarowianka przez kilka minut zaglądała do szklanych okrągłych terrariów, a kiedy kolorowe płazy jej się opatrzyły, dojrzała zapieczętowany słój z czymś dużym w środku.
Uniosła go do góry, pod światło i prawie upuściła, gdy zorientowała się, że w mętnej cieczy leżakuje mózg. "Fuj!"
Szybko odstawiła słój z organem i doszłą do siebie, przeglądając buteleczki z miksturami.

"Oo, ta jest ciekawa! Eliksir miłosny...cóż gdybym była niej popularna, to chętnie bym sobie sprawiła taki prezent. Oo, a to co?...odżywka do włosów...hmm, nie ma rozpiski ze składem, a więc nie kupuję. A tam z tyłu? Ziółka na uspokojenie? A może to jest na sen? Trudno się zorientować..."
Paya odeszła od kolorowych butelek i wtedy jej uwagę przykuł miękki szal kwiatowy. Jakże był piękny! Wisiał sobie elegancko pośród kolekcji strych talerzy, ale kiedy Paya okręciła go wokół szyi, okazał się mało wygodny.

"Zupełnie jakby czekał na kogoś innego"-Paya odwiesiła szal na miejsce i zauważyła parę cudnych
bucików. Zapiszczała z zachwytu,kiedy dotknęła drewnianych obcasów. Przeciągnęła palcem po umarszczonych z przodu czerwonych wstążkach i  pobiegła do kasy.

-Poproszę te buciki. Są takie piękne! Nie mogę się na nie napatrzeć!
-To bardzo szczególna para. Zapakować?
-Nie, nie trzeba. Jestem za to bardzo ciekawa, jak to możliwe, że wcześniej nie trafiłam do tego sklepu? Czy od dawna pani tu jest?
-Mam na imię Sulfira i przez długi czas podróżowałam dookoła galaktyki.
-Na miotle?
-Nie, zorganizowana wycieczka. Śniadania na najróżniejszych planetach Relaxium, tańce przy dwóch księżycach, budowanie bałwana na Mroziku, wizyta w SPA na Galaksji, grillowanie nad kraterami księżyca Maghron. Bardzo ciekawe miejsca. Ostatnia na liście była Zienia i postanowiłam zostać, otworzyć sklep z różnościami.- Włosy czarownicy tańczyły od gumki fioletowego czepka z koroną w dół, a jej oczy błyszczały wesoło na wspomnienie międzyplanetarnych przygód.
-Chciałabym się wybrać na taką wycieczkę, ale jakoś nigdy się nie złożyło. Czyli nie jesteś stąd?
-Stąd? Nie, ale czuję, że należę właśnie tutaj.- Z moździerza wysypały się złote iskierki i jedna po drugiej zaczęły strzelać w powietrzu niczym miniaturowe fajerwerki.
-Jakie to piękne!-Paya zaklaskała.-Co to będzie?!
-Maść na odciski.-Sulfira ugasiła entuzjastyczną ciekawość Pai niewielkim uśmieszkiem. Wydawać by się mogło, że nie miała ochoty rozmawiać na temat produktu, ale trudno się dziwić. W końcu maść na odciski to mało wdzięczny temat do dyskusji. Dolała do moździerza dziwnie pachnącego olejku  z niebieskiej glinianej buteleczki bez etykiety i ucierała ze zdwojonym zapałem.
-Życzę ci powodzenia i jeśli spotkam jakieś czarownice, to przyślę je do ciebie...i również jeśli spotkam kogoś z odciskami...cóż, uciekam do domu, bo chyba zbiera się na deszcz.- Paya zapłaciła za buty i wyszła na świeże powietrze.
Postanowiła nie zwlekać z testowaniem nowego obuwia i czym prędzej zrzuciła stare balerinki. Buty na obcasach leżały wyśmienicie!



Do tego stopnia były wygodne, że nogi same rwały się do tańca. Paya zaczęła wywijać w rytm niesłyszalnych jakichś melodii.

Najpierw było powoli, a później wręcz dziko. Pai brakowało tchu, ale nie mogła przestać podrygiwać.

Kręciło jej się w głowie i zbierało na mdłości. Zza szyby przyglądała jej się Sulfira. "Ach, mogłam spytać, na czym polega osobliwość tych butów, ale myślałam że są po prostu nadzwyczajnie piękne..."

Nagle buty poprowadziły Payę kroczkami na tyle drobnymi, że udało jej się w miarę spokojnie stanąć przed wystawą. Sulfira jednak nie była już zajęta obserwowaniem i krzątała się wewnątrz.




Paya wzięła bardzo głęboki oddech i ostatkiem determinacji dotarła do drzwi. Popchnęła kryształową klamkę i zawołała do sprzedawczyni.
-Jak ja mam je uspokoić?! Pomocy! Nie mam już siły na wygibasy! Te buty są za bardzo rozbestwione!
-Moja droga, tak jak powiedziałam, to bardzo szczególna para. Dzięki nim wyćwiczysz sobie nie tylko łydki, ale także silną wolę.
-Silną wolę?! Silną wolę?? Z łydek jestem bardzo zadowolona i nie chcę już tańczyć. Niedobrze mi!
-Jeśli za cel postawisz sobie nie tańczyć i uwierzysz, że stoisz w miejscu, to buty będą cię słuchać. Musisz być zdeterminowana, przekonana i stanowcza, ale jednak łagodna. W dwóch słowach, złoty środek. Musisz znaleźć idealną równowagę, aby z łatwością osiągnąć upragniony cel i...- Sulfirze nie udało się dokończyć zdania, ponieważ Paya podskoczyła gwałtownie i  pomknęła gdzieś. Wystarczyła chwila dekoncentracji, aby buty odzyskały pełną kontrolę. Hop, hop , hop!

 Zrobił się straszny przeciąg. Czarownica zamknęła drzwi. Opierając się o drewnianą futrynę, figlarnie uniosła brwi i kąciki ust.
"Czuję, że już niedługo ktoś zajrzy do mnie po maść na odciski"...

Paya bez wątpienia miała dobrą motywację do lekcji samokontroli. Być może szal rzeczywiście nie był jej pisany, a taneczne buty miały jej pomóc w budowaniu świetlanej przyszłości?
O ile łatwiej szłoby jej się przez życie, gdyby potrafiła się skupić w szkole! Jeśli tylko dałaby radę usiedzieć spokojnie nad pracami domowymi, to z całą pewnością  miałaby lepsze wyniki w nauce. Czyż to nie ekscytująca wizja?...Cóż, być może dla Pai nie tak ekscytująca jak zakupy, ale w obecnych okolicznościach wybór wydaje się przesądzony.

Nadszedł czas na zgłębianie własnych możliwości...przynajmniej do chwili, aż uda się ściągnąć te przeklęte buty!

KONIEC

czwartek, 6 kwietnia 2017

'Smaczne Chwile'

Minka wybrała się na spacer do Wietrznej Doliny. Po kilku minutach marszu przez wirujący piasek odwróciła się na pięcie i już miała wracać na statek, gdy nagle kątem podrażnionego oka zauważyła niewielki budynek z trawiastym patio. Być może nie na darmo zrujnowała sobie fryzurę? Być może tajemnicza budowla miała do zaoferowania coś ciekawego? Minka podbiegła do wysokich kwiatów, które nietknięte wiatrem spokojnie patrzyły w słońce. Aura wokół budynku była niesamowicie przyjemna. Wewnątrz natomiast kryły się pyszne słodkości. Wielka szafa chłodząca pełna była ciast. Na czerwonej ścianie wisiała półka również po brzegi wypełniona łakociami. Obok półki stał barek z maszyną do kawy.
-Witaj w kawiarni 'Smaczne Chwile'. Jestem Delicja. Zapraszam na kubek kawy i słodką przekąskę.- Kelnerka zauważyła Minkę i uniosła cienkie brązowe brwi tak wysoko, że aż schowały się pod blond grzywką. Włosy Delicji były dwukolorowe i skojarzyły się Mince z czekoladą i bitą śmietaną. Jej niebieska sukienka i biały fartuszek wyglądały niezwykle profesjonalnie. Katalka postanowiła skorzystać z zaproszenia, zwłaszcza że od wiatru zgłodniała.

-Jak to możliwe, że nie zauważyłam tej kawiarenki wcześniej? Przechodziłam tędy z dziesięć minut temu?
-Ach, Słodkie Chwile pojawiają się w tej okolicy co jakiś czas, a więc można powiedzieć, że trafiłaś w samą porę, aby napić się świeżutkiej kawy.- Delicja ustawiła na stoliku ręcznie malowany kubeczek i wypełniła go aromatyczną cieczą.

-Rozumiem i jeszcze jakiś czas temu byłabym bardzo zdziwiona, ale ostatnio w życiu przytrafia mi się wiele niecodziennych sytuacji...znaczy są one właściwie codziennością, ale...cóż, trudno to wyjaśnić.- Minka siorpnęła i zamruczała z rozkoszy. Dawno nie piła tak pysznej kawy!
-Zmiany nie zawsze są łatwe, ale czasem bywają korzystne.- odparła Delicja, odstawiając imbryk. Gdy znów odwróciła się do Minki, na jej twarzy widniał dobrotliwy uśmiech.
-To prawda, moje życie weszło ostatnio na nowy poziom. Poznałam wielu ciekawych ludzi i nawet hologram i w ogóle różne stworzenia i mam nawet pracę.- Zaraz po odhibernowaniu, Minka była zadowolona, później było jej trochę smutno, że życie jakie znała odeszło, a teraz uświadomiła sobie, że nowe życie jest dla niej naprawdę łaskawe. No proszę, wystarczył kubek kawy w pojawiającej się przypadkowo kawiarni!

-Może skosztujesz ciasta? Nic tak nie poprawia humoru, jak porządna dawka cukru.
Minka zdecydowała się na truskawkową tartę. Nie poprzestała na jednym kawałku, o nie. Tarta była tak pyszna, że Minka pochłonęła całą blaszkę.

Uregulowawszy rachunek, wróciła do domu z bólem brzucha, ale wielce zadowolona. Pierwszą od kilku tysięcy lat niestrawność mogła przecierpieć we własnej kajucie na najprawdziwszym statku kosmicznym.

KONIEC

sobota, 1 kwietnia 2017

'Chochlik'

Paya siedziała sobie na beli z jedwabną nitką przed supermarketem królików i przeglądała notatki na lekcję robotyki. Jakże one były długie i nudne! Wzrok Pai ześlizgnął się z zapisanych kartek i popędził w kierunku błękitnego nieba, po którym dryfowały błogo bielusieńkie obłoczki.
"Ach, gdybym tak mogła być chmurką..."- Paya rozmarzyła się i zarzuciła długimi blond włosami.
Nagle zza rogu wyłoniła się przedziwna istota. Właściwie najpierw pojawiły się całkiem zwyczajne koniuszki palców, a dopiero później  włochata głowa o jednym oku i długim pysku. Po bokach głowy wyrastały ruchliwe uszy. Jedno z nich było zakolczykowane podwójnie okrągłymi miedzianymi kolczykami. Więcej biżuterii znajdowało się na nóżce stworzenia. Po łydce pięła się zakręcona bransoleta, a wokół kostki dyndała kolejna. Niewielkie ciałko odziewał zdobny zielony kubrak i para bufiastych spodni.
Stworzenie stało przez chwilę obok wciąż zamyślonej Pai, a w końcu z łobuzerskim uśmieszkiem przeskoczyło tuż przed nią i zaczęło wywijać i brzęczeć bransoletkami. W końcu ledwo zipiąc, stworzenie przestało podskakiwać i w niemocy rozłożyło ręce. Chmury nie tylko pokrzyżowały Pai naukę, ale również i zniweczyły wysiłki stworzenia.
Całe te tańce jednak pobudziły wielki apetyt małego żołądka. Nozdrza niuchały i niuchały i poprowadziły włochatą głowę wprost do skórzanej torby, która leżała na ziemi obok stóp Pai. Głowa przeciągnęła resztę ciała i malutkie rączki zaczęły gorączkowo grzebać w torbie.
Natrafiły szybko na drugie śniadanie, które Paya przygotowała sobie do robo szkoły. Wprawnie wykradły je, pozostawiając jedynie papierek.
Kanapka Pai zniknęła w brzuszku stworzenia. Niebo stało się całkiem bezchmurne i Paya popędziła na zajęcia. Zaginięcie kanapki wyszło na jaw dopiero podczas przerwy między lekcjami.
"Jak to? Czyżbym zapomniała wziąć z domu? Ale przecież papierek jest... hmmm...chochliki jakieś, czy co?"-Paya obeszła się smakiem. Być może warto się było nie rozkojarzyć nie tylko ze względu na robotykę?

KONIEC

sobota, 25 marca 2017

'Ambasadorka morale'

Nowy statek kosmiczny przerósł oczekiwania Kapitana Snapa. Nie tylko był przestronny, ale również ogromnie funkcjonalny. Wielki Programista Fortran pomagał Snapowi w kalibracji urządzeń w kokpicie. Kapitan zamówił wiele dodatkowych podzespołów i gotował statek do dalekich podróży. W międzyczasie Minka zdążyła urządzić swój pokoik i łazienkę i aby nie siedzieć bezczynnie, postanowiła zająć się pokojem dziennym.
Wieczorem, podczas obchodu Snap trafił na to urządzone przez Minkę pomieszczenie i najpierw zdębiał na widok kominka i kwiecistej tapety, a później zapytał spokojnie, po co komu palenisko na statku kosmicznym?
-Chodzi o morale i poczucie, że jest się w domu. W przytulnym wnętrzu otworzy się nawet najbardziej oficjalny dygnitarz i przedstawiciel obcej cywilizacji!- Minka wymachiwała rękami i entuzjastycznie przedstawiała argumenty.- Na podłodze ułożyłam niezwykle modny za czasów katalskich dywan w kształcie niedźwiedzia. Zenobia go uwielbia, ale zapewniam, że wszyscy go pokochają, bo jak tu nie kochać takiego puszystego futerka?!

Zenobia przeturlała po sztucznej sierści niedźwiedzia różową piłkę i stwierdziła, że super jest bawić się na tak miękkim podłożu. Kapitan Snap uniósł brwi i spokojnie zapytał Minkę, jak zapłaciła, za te wyszukane elementy dekoracyjne?
-Sprzedałam krew, to nic wielkiego, trochę mi słabo, ale to zdecydowanie ze szczęścia. Od dawna nie czułam się tak spełniona. W końcu dobra atmosfera na statku kosmicznym jest bardzo ważna, prawda?...a w takim wnętrzu można się relaksować i snuć plany na świetlaną, cudowną przyszłość pośród gwiazd i planet i czarnych dziur i wszystkiego co nas spotka w kosmosie.
Kapitan Snap uświadomił sobie właśnie, że gdy Minka dołączyła do załogi statku, to nie miała w zasadzie nic do roboty. Być może nie nudziła się jakoś strasznie, ale jednak z pewnością nie czuła się zbyt potrzebna. Po raz pierwszy dostrzegł w katalskich oczach iskrę twórczego entuzjazmu i nie miał sumienia gasić jej nieprzychylną opinią.
-Świetna robota Minko! To unikalne wnętrze bez wątpienia ma w sobie bardzo specyficzny urok. Myślę, że zasłużyłaś na rangę.
-Na rangę?- Minka zatrzepotała rzęsami.- Lucy zajmuje się zaopatrzeniem, ale ja zdecydowanie nie mam do tego głowy. Obawiałam się, że już zawsze będę raczej zbędna, bo na pilotażu także się nie znam. Mogłabym gotować, ale mamy przecież replikatory, a poza tym kucharzenie to hobby Lucy i nie narzekam, bo bardzo lubię jej zapiekanki, a wczoraj były przepyszny przecier z owoców Kukuska. W każdym razie, jestem gotowa na nowe obowiązki kapitanie!
-Twój zapał bardzo mnie cieszy. Mianuję cię ambasadorką morale. Twoim zadaniem od dziś jest dbanie o samopoczucie załogi.
Minka uśmiechnęła się szeroko i klasnęła w dłonie. Nowa rola bardzo jej się spodobała. W końcu któż inny mógłby wiedzieć więcej w tematyce nastroju? Nie tylko była zadowolona od czasu odhibernowania, ale miała w zanadrzu gry i zabawy, o jakich Zienianie nigdy nie słyszeli.
-Kapitanie, nie zawiodę cię. Najnowsze wydanie Zieniańskiej Gazety jest pod poduszką na sofie. W barku są kanapki z dżemem i butelka trunku z jagódek. Biegnę zrelaksować Lucy, bo wczoraj wieczorem wyglądała dość mizernie.
Nadanie nowej  rangi było trafnym wyborem. Kapitan Snap obserwował jak Minka i Zenobia wybiegają z kajuty, a następnie odsapnął i usiadł na sofie. Pod poduszką rzeczywiście znajdowała się gazeta.
Miękkie siedzisko i wieczorna lektura sprawiły, że kąciki kapitańskich ust uniosły się do góry. Wstał dopiero, kiedy w korytarzu rozległ się głos Minki i Lucy. Odłożył gazetę z powrotem pod poduszkę i szybkim krokiem udał się do kokpitu.
-...i tak oto mam nową rangę! Czy to nie wspaniałe?- Minka wprowadziła Lucy do salonu i delikatnie pchnęła ją na fotel, a sama usadowiła się naprzeciwko na sofie.
-To zdecydowanie zaskakujące.- Lucy rozglądała się po pomieszczeniu, wciąż nie pojmując, jak myśląca głównie o sobie Minka, mogłaby poprawić nastrój komukolwiek innemu niż sobie samej.
-Tak więc zauważyłam, że coś cię męczy. Nic nie mówiłam, ale teraz odkąd jestem ambasadorką morale, to mój obowiązek zauważać takie rzeczy i być może nawet wspominać o nich głośno, nie sądzisz?- Nie czekając na odpowiedź, Minka podniosła do góry stopy zaskoczonej Lucy i ułożyła je jedną po drugiej na stoliku w kształcie kociego łebka.-Myślę, że za bardzo przejmujesz się związkiem z Kevem. Na tym etapie nie ma co się przejmować, czekają nas cudowne przygody i bez wątpienia Kev chętnie spotka się z tobą, kiedy wrócimy i będzie zafascynowany, bo potrafisz dobierać słowa niezwykle trafnie. Wierz mi, znam się trochę na facetach. Swoją drogą, to z twoją urodą mogłabyś po prostu milczeć, ale oczywiście niewątpliwie będziesz miała wiele historii do opowiedzenia. Wiesz co?
-Eee, nie, co?-Lucy poczuła się nieswojo, bo przyszła rozłąka z Kevem rzeczywiście dawała jej sporo do myślenia. Nie byli w stałym związku i międzygalaktyczne misje trudno było uznać za coś, co dwojga ludzi może zbliżyć. Minka była spostrzegawcza! Nie umknęły jej nawet ponadprzeciętne zdolności oratorskie Lucy. Cóż, mieszanka wścibstwa i komplementów w przedziwny sposób wprowadziła do rozmowy lekkość.
-Musimy się napić herbatki i rzucić inne światło na całą sytuację.
-Tak myślisz?
-Zdecydowanie, nic nie robi tak dobrze jak kubek ciepłej herbaty- Minka poderwała się i pobiegła po imbryk.
Lucy w międzyczasie przeniosła się na sofę i analizowała minkowe słowa, których było strasznie dużo.
-Ogromnie się cieszę, że mamy okazję napić się herbatki!- Minka wróciła z parującym naparem i napełniła kubeczek, a następnie podała go Lucy.
Lucy chłeptała przyjemnie cierpką ciecz i nagle poczuła się jakoś dziwnie.
-Co to za herbata?-zapytała
-Znalazłam ją w markecie królików, smakuje ci?
-Czy to aby na pewno herbata?
-Tak, nazywa sie Herbatitium Naturalis. Bardzo skomplikowana nazwa!
-Minka...To nie herbata, a ziółka. Zaledwie szczypta wystarczy, aby...- Lucy nie dokończyła, bo najpierw dostała napadu czkawki, a później nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Herbatitum Naturalis to nader poczciwe zioło, które łagodzi obyczaje i rozwesela już po zażyciu niewielkiej ilości. Minka zaparzyła cały dzbanek!
-Cóż, herbata nie herbata, ale widzę, że tobie już o wiele lepiej!- Katalka troskliwie wzięła z drżących rąk śmieszki kubek i kilkoma porządnymi haustami opróżniła go.
Pokój dzienny wypełniły radosne piski obu niewielkowymiarowianek.
 Mince nie tylko udało się rozweselić załogę, ale również samą siebie. To dopiero udany dzień! Katalską pierś rozpierała duma.

KONIEC

czwartek, 23 marca 2017

'Wizja zmian'

Życie w Niewielkim Wymiarze toczyło się powoli i całkiem przewidywalnie. Minka po imprezie halloweenowej wyczekiwała okazji, aby znów spotkać się z oblatywaczem Eyezee. Kapitan Snap czuwał nad międzyplanetarnym ładem i od czasu do czasu patrolował przestrzeń kosmiczną wokół planet galaktyki Relaxium. Arit pracowała w warsztacie nad kolejnym wynalazkiem, a holografczna bibliotekarka Cece katalogowała dzieła literackie i od czasu do czasu podrzucała Zenobii na statek kosmiczny jakąś fajną książeczkę dla dzieci. Inne sierotki nie czytały tak chętnie, jak Zenobia, ale ogromną frajdę sprawiało im wysłuchiwanie książkowych historii właśnie od Zenobii, która niewątpliwie posiadała dar opowiadania. Lucy nadal randkowała z Kevem, ale nie była pewna, czy w jej życiu jest miejsce na stały związek z młodym władcą podwodnych głębin, zwłaszcza że Wielki Programista Fortran wydawał się jej ostatnimi czasy niezwykle przystojny i nawet jego opryskliwość  zaczynała zakrawać na zwykły brak obycia, co dla Lucy byłoby całkiem do zniesienia.
Wszystko miało się jednak zmienić, kiedy Kapitan Snap odebrał przekaz od koordynatora Gwiezdnej Floty.
"Do Kapitana Snapa Parkana. W związku z nowo powstałym programem eksploracji, dowódcy Gwiezdnej Floty zostają postawieni w stan gotowości. Nakazuje się im natychmiastowe badania waleczności w Świątyni Empiryzmu i zastosowanie się do instrukcji kapłanki Yali"
Kapitan Snap bezzwłocznie wykonał rozkaz. Zażył porcję teleportacyjnych grzybów i zwizualizował sobie świątynię. Kapłanka Yala powitała go i od razu przeszła do rzeczy.

-Witaj kapitanie, dawno się nie widzieliśmy. Zapraszam cię do sali przeżyć.-delikatną dłonią wskazała kierunek.
Po niespełna minucie oczom Snapa ukazała się duża wibrująca kula w klatce na długiej nóżce. Niesamowicie przyciągała uwagę i tak naprawdę to jedyna rzecz, jaką zapamiętał z wizyty wewnątrz świątyni. Uklęknął i wpatrywał się w niezwykły obiekt, podczas gdy kapłanka stała obok i kreśliła wokół kuli jakieś gesty.

-Już po wszystkim.- nagle przysłoniła kulę własnym ciałem i uchwyciła dłońmi otępiałą kapitańską twarz.
-Już? Bardzo dziękuję.- Snap głośno nabrał powietrza i przeniósł wzrok z biustu kapłanki na twarz o subtelnych rysach. Zamiast zastanawiać się, jak mu poszło, podziwiał jej urodę i nawet nie zauważył, że został chwycony za dłoń i poprowadzony nad niewielkie jeziorko. Skóra Yali błyszczała w słońcu niczym perła, a nieznacznie rozchyone usta przypominały płatki różowej róży. Silne spojrzenie brązowych oczu miało w sobie spokój i energię, jakiej nie spotyka się na co dzień.
-Zdejmij buty i zanurz stopy w wodzie.-usta przemówiły i dźwięk słów pieścił umysł Snapa w sposób absolutnie hipnotyzujący.

Polecenie zostało wypełnione i gdy tylko Snap wsadził stopy do rześkiej wody, jego ciało przeszył dreszcz. Wzdrygnął się i potrząsnął głową jak rumak po wyczerpującym biegu.
Yala wybierała z wody drobne kamyczki i wypełniała nimi szklaną misę. Kiedy skończyła, spojrzała przyjaźnie na kapitana i zaczęła mówić.

-Tu narodzi się wizja statku, który jest ci pisany na dalszą podróż. Uważaj, abyś się nie potknął, ale jeśli jednak ulegniesz ludzkiej naturze, to balansuj umiejętnie między sercem a rozumem.
Z tą radą i miską pełną żwiru kapitan Snap powrócił na statek i oznajmił załodze, że statek będzie trzeba zmienić.
Najbardziej zadowolona ze stanu rzeczy wydawała się być Minka. Kapitan obiecał jej, że na nowym statku też nie będzie musiała spać w komorze hibernacyjnej i że będzie mogła zachować łazienkę z prawdziwą wodą. Rozanielona Katalka od razu pobiegła kupić coś do przyszłego wnętrza.

Lucy podejrzliwie obserwowała kamyczki i miała nadzieję, że przyszły statek będzie równie funkcjonalny i że starczy w nim miejsca na tradycyjną kuchnię, bo jedzenie z replikatora to po prostu nie to samo.

-Co będzie z dziećmi? Nowy statek, nowe misje, to brzmi jak wielkie zmiany. Czy na pokładzie jest w ogóle dla nas miejsce? Czy nie będzie zbyt niebezpiecznie?- Niania Glenda potarła nerwowo czoło. Lubiła stare kąty i drżała na samą myśl, o utracie kontaktu z sierotkami. Jej niebieskie policzki oblał rumieniec.

-Eksploracja nowych galaktyk może być bardzo pouczająca, ale być może dzieci rzeczywiście powinny zostać na Zienii. odparł kapitan. Od jakiegoś już czasu myślał o rozłące z najmłodszymi członkami załogi, ale dopiero w obliczu nowych faktów taka decyzja bolała mniej i była bardziej znośna do podjęcia.-Przy jeziorze Bezdna jest wielka opuszczona chata. Każdy dostani swój własny pokój.- Kończąc zdanie, kapitan zbliżył się do drzwi i otworzył je z szerokim uśmiechem. Dzieci nie zaproszono na spotkanie z załogą, ale ciekawość przywiodła je pod samiusieńką kajutę. Okazało się, że nie wszystkie chciały opuszczać statek.

Zenobia, Lisia i Lucynka protestowały tak głośno i żałośnie, że Lucy włączyła się do dyskusji.
-Być może powinniśmy dać wam prawo głosu,które oczywiście nie równa się z prawem wyboru, Kto chce przeprowadzić się z Glendą do przepięknego wiejskiego domu pełnego wygód, z którego roztacza się cudowny widok na idealne do pływania jezioro i łąki pełne pachnących kwiatów?
Superlatywy przekonały większość, ale Lisia, Zenobia i Lucynka nadal stały przy swoim.
-Ciociu, ja mieszkałam przecież na Mroziku, a tam jest niebezpiecznie cały czas. Boję się tylko rozłąki z tobą, a Zenobia i Lisia są moimi przyjaciółkami.- Blond grzywka Lucynki podskakiwała do góry zupełnie jak całe jej przejęte ciałko.
-Ja uważam, że jestem stworzona do eksploracji kosmosu i jestem też odpowiedzialna i grzeczna prawie zawsze.- Zenobia wyłuszczyła fakty ze stoickim spokojem i złapała za rękę nieśmiałą Lisię, która wypowiedziała się krótko i treściwie.
-Proszę, pozwólcie mi zostać. Nigdy wcześniej nie miałam prawdziwego domu. Wolę śmierć od rozłąki z załogą statku.

-Cóż, trójką dzieci dam się radę zająć...-cicho powiedziała Lucy, patrząc na smutną twarzyczkę Lisi. Przypomniało jej się, jak pewnego dnia wybrała się na spacer po lesie i jak spotkała małą, dziką dziewczynkę. Bez namysłu zabrała ją ze sobą i przekonała kapitana Snapa, że na statku znajdzie się kąt dla dziecka. Lisia przez pierwszych kilka tygodni wcale się nie odzywała, a później mówiła nieskładnie i tylko szeptem. Gdy Kapitan Snap ocalił z rakiety Wodolan Zenobię, Lisia nieco bardziej się otworzyła. Dziewczynki powinny zostać razem. Lucy była tego pewna.
-Tak, chętnie wysłuchaliśmy waszych argumentów i rozważymy je w ciągu najbliższej doby, a teraz Glenda pójdzie się z wami pobawić.-Kapitan Snap spojrzał wymownie na nianię. Kiedy zabrała dzieci z pomieszczenia, zwrócił się do Lucy.
-Jeśli opieka nad trojgiem maluchów nie będzie kolidować z twoimi obowiązkami, to niech zostaną.  Dałaś im nadzieję, że będą mogły, a ja nie mam sumienia im jej odbierać. Wiedz jednak, że czekają nas rzeczy, niesamowite i być może nawet dziwne i niezrozumiałe.- W głębi serca Kapitan Snap cieszył się, że na statku wciąż będzie słychać dziecięce głosiki. Technologiczne rozwiązania ostatnich lat gwarantują bezpieczeństwo w niemal stu procentach.
Lucy zaklaskała w dłonie i pobiegła do dzieci z dobrą nowiną. Kapitan odwrócił się na pięcie z zamiarem postudiowania najświeższych map kosmosu i wtedy zauważył, że w misie oprócz kamyczków znajduje się coś jeszcze.
Kto by pomyślał, że na kamieniach coś jest w stanie wyrosnąć i to w takim tempie?!  Kapitan przez dłuższą chwilę przyglądał się w skupieniu dziwnej roślinie. Spomiędzy kamieni wyrastały dwie grube zielone łodygi, które łączyły się w jedną, zakończoną obłym zgrubieniem. Po jednej stronie zgrubienia znajdowała się różowa narośl okolona czerwonymi wypustkami. Na całej wysokości rośliny kwitły mięsiste niebiesko-żółte kwiatki, a tuż przy różowej narośli rosły dwa spore liście.

Kapitan Snap nie zdążył zawołać Lucy, bo roślina nagle poruszyła listkami i rozpyliła dziwny zielony proszek. Snap zaczął kichać i po kilku sekundach walki z sennością, padł jak długi.


-Co podać?- Młoda kobieta dopytywała zza lady.
-Podać? Gdzie ja jestem?- kapitan rozglądał się dookoła.
-Ach, przyjezdny?- wymamrotała do siebie kobieta i ubrała twarz w profesjonalny uśmiech- Witaj w galaktyce Sennaja, cudownym miejscu, w którym spełniają się marzenia. Jestem Gerta i dziś oferuję unikalne plany wyśnionych statków kosmicznych. Budowa i montaż nie są wliczone w cenie. Przy zakupie dwóch planów otrzymasz gratis parę okularów przeciwsłonecznych.
-Statki kosmiczne? Poszukuję czegoś dla niewielkiej załogi, długodystansowego, niezawodnego i szybkiego.
Snap został zaproszony na zaplecze, gdzie czytnik marzeń zebrał jego oczekiwania i po kilkunastu minutach miła sprzedawczyni zamachała entuzjastycznie dyskiem, na którym znajdowały się plany budowy nowego statku. Podsunęła kapitanowi również umowę do podpisania.
Okazało się, że warunkiem sfinalizowania transakcji była dożywotnia opieka nad rośliną Sennaja. Kapitan Snap nie miał pojęcia, ile żyją Sennaje, ale podpis pod umową złożył i w tym momencie ocknął się na podłodze swojego starego statku. W dłoni ściskał dysk z planami.
Jeszcze tego samego dnia ruszyła budowa specjalnego statku.

KONIEC